Podbeskidziańska amnezja


Czytelnicy bloga z pewnością śledzą od kilku tygodniu dyskusję zogniskowaną wokół spektaklu „Miłość w Koenigshutte”. Teatr Polski w Bielsku-Biała wystawia sztukę, której akcja osadzona jest w powojennym Chorzowie. Przedstawienie porusza temat dramatycznych relacji polsko-śląskich, w tym kwestii polskich komunistycznych obozów koncentracyjnych, i jest kolejną próbą przełamania dominującej nacjonalistycznej narracji dziejów Górnego Śląska. W tej sytuacji nie dziwi żenująca reakcja tych, dla których krynica wszelkiej wiedzy o Śląsku wypływa spod góry mitów, nadinterpretacji i kłamstw. Reakcji pana Rajmunda Polaka, który podczas spektaklu wymachiwał flagą państwową czy posła PiS Stanisława Pięty, grożącego śląskim autonomistów bagnetami, nie ma co zbytnio komentować. Dodam tylko, iż zdumiało mnie szczere wyznanie tego ostatniego o tym, że „potrafi używać żelaza”. Czyżby poseł Pięta kultywuje szczytne umiejętności władania kosą, odziedziczone po swych prapradziadach z okresu rabacji galicyjskiej? Zastanawia przede wszystkim reakcja prezydenta Bielska-Białej z ramienia Platformy Obywatelskiej, Jacka Krywulta, który sprawę skomentował następująco:

Ten temat w naszym mieście jest nieznany. Dziwi mnie, że taką sztukę wystawia się u nas, a nie w miejscu, którego ona dotyczy. Uważam, że jeśli ktoś chciał wystawić taką sztukę, powinien to zrobić na Śląsku.

Wypowiedź obnaża absolutną niewiedzę włodarza Bielska-Białej. Sztuka jak najbardziej związana jest z miastem. Przypomnę, że w obozie w Świętochłowicach-Zgodzie zginął wybitny Bielszczanin, wieloletni proboszcz parafii Ewangelicko-Augsburskiej, autor monumentalnej monografii miasta, ks. Dr Richard Ernest Wagner. Stracił życie, bo był Ślązakiem.

Ks. Dr Richard Ernest Wagner; źródło:beskidia.pl

Słowa prezydenta Krywulta są symptomatyczne dla tych bielszczan, dla których historia miasta zaczyna się po 1945 roku, choć zatytułowana jest „Dzieje odwiecznego Podbeskidzia”. Zdaje się, że opinię prezydenta podziela większość mieszkańców. Można to wywnioskować po komentarzach pod artykułami w bielskiej prasie lokalnej. Tam nie tylko próbuje się przy pomocy jakieś prymitywnej logiki zaprzeczyć niezaprzeczalnemu faktowi śląskości tego miasta, ale i w wulgarny sposób prowadzi się nagonkę na Ślązaków. Antyśląska ofensywa przeniosła się również do reala. Pod teatrem dochodzi do regularnych protestów organizowanych przed podbeskidziański kwiat młodzieży. Hasła „Bielsko bez Śląska” i „Ślązacy precz z Podbeskidzia” to najłagodniejsze zdania, które można w tym miejscu zacytować. Choć podobny stan umysłu reprezentuje elita stolicy Górnego Śląska, Opola, muszę przyznać, że z prawdziwie antyśląskim fanatyzmem mamy do czynienia na południu niż zachodzie regionu. Na szczęście głos rozsądku pojawił na blogu bielszczanina, Artura Pałygi.

Podbeskidzkość przecież ma w sobie coś fajnego, coś dobrego, co warto pielęgnować, co powoduje, że ludzie identyfikują się z miejscem, w którym mieszkają i poczuwają się do wspólnoty i nikt nie powie, że to nie jest ok. Ale kiedy wyraźnie zaczyna się to wyradzać we własną karykaturę i przypominać antysemicką propagandę i zamieniać się w pałkę do okładania się z pałkarzami ze strony przeciwnej i przy okazji z wszystkimi, którzy staną na drodze, to dzięki, z takiego Podbeskidzia się wypisuję. Źródło: www.arturpalyga.blog.bielsko.pl

Pod słowami pana Pałygi podpisuję się obiema rękami. Nie mam nic przeciwko pielęgnowaniu podbeskidzkości jako wariantu bielsko-bialskiej tożsamości. Jednak wara bielskiej elicie od wypowiadania się w imieniu „Podbeskidzian” ze Śląska Cieszyńskiego. Oni mają prawo do mówienia, że som stela, że są Ślązakami ze Śląska Cieszyńskiego. Urzędnicy miejscy z Bielska-Białej nie są upoważnieni do narzucania im tożsamości podbeskidziańskiej, ufundowanej na historycznej amnezji i antyśląskości. Tak samo jak nie byli upoważnieni wówczas, kiedy chcieli na siłę przyłączyć do województwa małopolskiego powiat cieszyński i śląskie gminy powiatu bielskiego, Jasienicy oraz Jaworza.

Na koniec prezentuję kolejną mapę. Pochodzi ona z II poł. XVIII w. i przedstawia górnośląskie Księstwo Cieszyńskie, Pszczyńskie Wolne Państwo Stanowe, a także państwa stanowe ze stolicami we Wodzisławiu, Frydku i Bielsku.

Źródło: Das Fürstenthum Teschen in Ober-Schlesien www.mapy.mzk.cz

Reklamy

8 thoughts on “Podbeskidziańska amnezja”

  1. Czemu Villqist fałszuje historię? Negatywna bohaterka nauczycielka Daniszewska nie znosi Slaska ale musi na nim żyć bo dostala nakaz pracy. Fałsz. Nakazy pracy wprowadzono ustawą w 1950r, więc nikt nie mógł w 1945r zmusić do pracy w Chorzowie. ale autorowi ten fałsz był potrzebny bo inaczej nie uzasadniłby obecnosci Daniszeskiej na Śląsku. Zakłamany zyciorys lekarza który mial zostac zmuszony do bycia oficerem niemieckim. bzdura, zmusic mozna było do bycia szeregowcem poza tym oficerami Wehrmachtu mogli byc tylko Niemcy. zaden niemiecki oficer nie został zołnierzem Berlinga czy Andersa. Fałsze Villqista mozna mnożyc

    1. tlp – die Polacken zapewne – rozmija się z prawdą i to boleśnie. Nakazy pracy były i wcześniej – wynikały choćby z charakteru stosunku służbowego i działały nie tylko na Śląsku ale w całej w tzw. Polsce (skąd jednak tlp miałby to wiedzieć wszak w Czterech Pancernych o tym nie było nic). „Oficerami mogli być tylko Niemcy”? – ciekawe…. Nawiasem mówiąc Herbert Hupka – później działacz związków Wypędzonych – został właśnie pozbawiony stanowiska i stopnia oficerskiego z powodu żydowskiego pochodzenia….

        1. tak, tak jedyna i dopuszczalna wizja „prawdziwej” historii to wyłącznie polska zdrowo-narodowa-bogoojczyźniana i koniecznie a la Kongresówka by wszyscy powstańcy popaprańcy co zza krzaka strzelali w plecy Kozaka byli odpowiednio docenieni….
          Nadmiar helu rozpylonego w muzeum powstania warszawskiego w czasie projekcji Czarnych Chmur zaszkodził koledze…..
          a może się kolega w główkę uderzył o te słupki co je Chrobry wbijał? a może się Chrobry zamachnął i w słupek nie trafił?

  2. Zgadzając się z Autorem tym razem, wytknę mu „nie czyń drugiemu co Tobie nie miłe…”. Porównywanie pp. Pięty czy Pollaka do uczestników rabacji w Galicji w 1846 roku jest obraźliwe dla tych ostatnich. Ślązacy nie lubią opowieści o tym jak „gnębili ich Niemcy i Czesi od X w. – a oni czystej krwi szczep Piasta” – czyż nie? To wredna mitologia i manipulacja w ramach polityki historycznej rodem z Kongresówki. To proszę sobie wyobrazić, że taką samą brednią jest biadolenie nad żałosnym losem panów szlachty w czasie rabacji, za których to świńskie uszy ponoć sam Pan Starosta z Tarnowa miał płacić chłopom. Przy całym potępieniu dla brutalności tego rodzaju praktyk należy wskazać, że dostali na co zasłużyli albowiem okrutni byli dla swych poddanych i wcześniej litości nie mieli, a galicyjskich chłopów przez panami bronić musiał Cesarz i jego urzędnicy. A do tego szlachta okazała się zwykłymi zdrajcami, którzy zamierzali wywołać kolejną krwawą ruchawkę w stylu Kongresówki więc ze strony władzy nie należało oczekiwać innej reakcji. Rząd tzw. niepodległej Polski reprezentowany skądinąd przez galicyjskiego polityka Witosa kazał strzelać do demonstrantów w 1923 roku w Krakowie a ci zaczęli się bronić – i tu nikt jakoś się nie rozczula….
    A ze starym i pięknym Księstwem Cieszyńskim związani byli zasłużeni dla Śląska ludzie jak Kożdoń czy Czaja – o czym warto pamiętać. Więc niech Pięta z Pollakiem wywieszają sobie co chcą…(nawet „skrwawioną onucę”).

    1. Dziękuję za zwrócenie uwagi. Złapał mnie Pan na wybiórczej znajomości dziejów Galicji. No cóż, gdy przypomnę sobie zajęcia przygotowawcze do olimpiady z historii sprzed kilkunastu laty wystarczyło znać datę, postać złego Jakuba Szeli, biedną, bezbronną szlachtę i złych Austriaków, którzy umywali ręce od całej sprawy.

      1. ja z identycznej olimpiady na podobnej zasadzie musiałem zapamiętać „obronę Głogowa” i „powstania śląskie” reszta to odwiecznie polski Śląsk ukradziony Kazimierzowi Piastowi przez złych Luksemburgów a od 1772 pod odwiecznym zaborem pruskim….
        Pruscy (i Śląscy zarazem) junkrzy w wielu wypadkach od czasów Oświecenia są prezentowani jak „poprawiona i ulepszona” wersja sarmackiej szlachty (jak za przeproszeniem panowie „Bażyńscy”, o któych uczą w szkole: tak naprawdę von Beysen pochodzący gdzieś w Nadreni). Lecz Stary Fryc nie pozwalał im krzywdzić swych chłopskich poddanych (nie z miłości: ludzi nie lubił i z psami kazał się pochować: chodziło o podatki i rekruta) : „Są jeszcze sędziowie w Berlinie”. Niezależnie od motywów na sto lat przed rabacją rozładował sprawę…. ot, taki mały przyczynek do odrębności Śląska

  3. Tak jest zgadzam sie z wpisem.
    I dodadm jedna mysl- otóż mnie sie wydaje, że autochtoniczna ludność śląska na terenie 16 gmin ŚC-od Istebnej do Czechowic i Zebrzydowic stanowi (w przeciwienstwie do reszty Grn Sląska) większość, a przynajmniej duużo wiekszy odsetek. Oczywiscie prawdopodobnie nie w Bielsku czy Czechowicach ale i tam przeciez np. w dzielnicach- dawnych wsiach- mieszkaja.
    Ich śląskość została zakrzyczana, stłamszona-mnie zdarzalo sie rozmawiac nawet z wykształconymi Cieszyniakami i otwierać im oczy na zupełnie inne wymiary ich śląskości, niezredukowane do cepelii polskopodobnej

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s