Refleksje po uroczystościach 90. rocznicy przyłączenia części Górnego Śląska do odradzającego się państwa polskiego


Województwo śląskie ma za sobą uroczystości z okazji 90. rocznicy przyłączenia części Górnego Śląska do odradzającego się państwa polskiego. Obchody zostały rozciągnięte na 5 dni. W poniższym tekście przybliżę i ocenię wydarzenia oraz wypowiedzi, jakie zostały popełnione w Warszawie (20 czerwca) i Katowicach (22 czerwca).

Warszawska środa

Przyznam szczerze, że jestem pod wrażeniem tego przedsięwzięcia. Po tym jak Nowa Gazeta Śląska ujawniła, że Kancelaria Prezydenta RP odmówiła współfinansowania uroczystości wojewódzkich, centrala musiała jakoś wyjść z twarzą z kompromitującej ją sytuacji. W tym celu w ekspresowym tempie sprowadzono do Warszawy orkiestrę górniczą, a w trybie natychmiastowym wezwano wojewodę i marszałka. Przypuszczam, że Warszawa najzwyczajniej zapomniała o rocznicy. Całe szczęście polską specjalnością jest organizowanie wszystkiego na ostatnią chwilę, dlatego uroczystości odbyły się godnie.

Doradcy prezydenta umiejętnie przygotowali mu przemówienie. Prezydent Komorowski zdyszaną jeszcze delegację pozdrowił cytatem z marszałka Piłsudskiego. „To zespolenie naszego – to jest śląskiego i polskiego życia – jest największym cudem spośród wszystkich, które przeżywaliśmy w ostatnich latach. Największym triumfem spośród naszych triumfów”. Szkoda, że cytat trochę odbiegał od kontekstu sytuacyjnego sprzed 90 laty. Wówczas delegację powstańców śląskich Naczelnik Państwa powitał nieco innymi słowami. „Co! Śląska wam się zachciewa?! Śląsk to stara kolonia niemiecka. Mam w dupie ten cały Śląsk!” Nie pasują one przecież one do polskiej narracji dziejów regionu. Cytaty pod tezę o „powrocie do macierzy” uzupełniły prezydenckie uśmiechy i górnolotne deklaracje o tym, jaki miło „wspólnie przeżyć tę szczególną rocznicę”. Wojewoda Łukaszczyk odwdzięczył się wiernopoddańczymi deklaracjami i wyrecytował starą śpiewkę o „utęsknionym za Polską śląskim ludzie”, czyli to, co w Warszawie chciano usłyszeć.

Następnie uczestnicy „Dnia Śląskiego” wzięli udział w otwarciu plenerowej wystawy „Walka o Górny Śląsk” przygotowanej przez Muzeum Śląskie w Katowicach. To tę ekspozycję kilka dni wcześniej chciał cenzurować były marszałek województwa śląskiego, dziś senator PO Bogusław Śmigielski, ponieważ w podtytule pojawiło się wyrażenie „w ogniu.” Znawca historii Śląska z Zagłębia argumentował, że „to zbyt kontrowersyjne określenie, to nie była przecież wojna, ale zryw powstańczy oraz plebiscyt”. Spuśćmy zasłonę milczenia nad produktem post-peerelowskiego historycznego odmóżdżania. Tak, tak, panie senatorze. Hołdunów i inne wioski palili kosmici.

Nie zawiódł Warszawy również abp Skworc, który utwierdził wiernych zebranych w warszawskiej archikatedrze św. Jana, że prawdziwi Ślązacy, czyli Polacy nie chcą reaktywowania historycznych konstrukcji (czyt. autonomii). Czy na prawdę musiał przyjmować rolę politycznego komentatora w sprawach wiary niedotyczących?

Katowicki piątek

Podniosły nastój został następnie przetransportowany do Katowic. W pierwszej kolejności odbyła się uroczysta Sesja Sejmiku Województwa Śląskiego, na której grasował radny PiS Czesław Sobierajski. Potem na placu Sejmu Śląskiego, z udziałem prezydenta RP Bronisława Komorowskiego, odbyła się inscenizacja wkroczenia Wojska Polskiego do Katowic w 1922 roku. Impreza odbyła się przy skandalicznie niskiej frekwencji i była w istocie rzeczy sztuką dla sztuki.

Do zebranych przemówił najwyższy reprezentant Rzeczpospolitej, prezydent Komorowski. W tej roli wygłosił całkiem sprawnie napisane przemówienie. Mogli się nim zachwycić Polacy i śląscy prowincjonaliści. Pełno w nim było komplementów i czułych słówek, deklaracji o wspólnej przyszłości i solidarności. Usatysfakcjonowane mogły być również rodziny powstańców, bo na poziomie dyskursywnym mogły poczuć, że Polska pamięta i Polska dziękuje za ich przodków. W przemówieniu pojawiły się również elementy skruchy za terror sanacyjny i komunistyczny. Przyjmując punkt widzenia śląskiego prowincjonalisty oceniłbym przemówienie prezydenta Komorowskiego za bardzo dobre. Odzwierciedlało „właściwą” dla myślenia prowincjonalnego hierarchię wartości, w ramach której dobro Śląska, choć istotne, stoi za dobrem Polski.

Jest czymś naturalnym, że Prezydent RP broni polskiego stanu posiadania. Problem w tym, że reprezentuje w mojej ocenie ślepo pojmowany interes Rzeczpospolitej. Tylko krótkowidz i ignorant może uważać, że Polska zyska, gdy Śląsk i jego mieszkańcy będą traktowani przedmiotowo i po arogancku. W tym duchu było napisane katowickie przemówienie Prezydenta, dlatego reprezentując punkt widzenia śląskiego regionalisty oceniam je za bardzo złe. Bazowało ono na polsko-śląskiej mitologii i reprezentowało, co prawda rozcieńczony, ale zawsze post-peerelowsko-endecki szowinizm narodowy.

Uważam, że każdy ma prawo czcić tych, którzy walczyli zgodnie ze swoimi ideami. Powstańcy śląscy zasługują na pamięć. Szczególnie Ci, którzy mieli szlachetne intencje i wierzyli, że to w Polsce można zagwarantować pomyślność swoich dzieci. Należy z szacunkiem odnosić się do ich wizji Śląska, polskiego Śląska, którego interesy i podmiotowość w nowym organizmie państwowym miała gwarantować autonomia.

Fakty zamiast mitów

Ofiarę powstańców należy jednak demitologizować, tj. konfrontować ją z twardymi, suchymi faktami i umieszczać w kontekście międzynarodowym. Oczywiście nie zrozumie tego ten, który woli karmić się mitami, narodowo-wyzwoleńczymi schematami polskiego romantyzmu. Nie służą one do niczego innego jak tylko do poprawy humoru. Bo na pewno do historycznej prawdy o okresie powstań i plebiscytu nas nie przybliżają. Oprócz przystawiania wzorców tożsamości historycznej rodem z Kongresówki do dziejów Śląska innym intelektualnym samogwałtem jest posługiwanie się logiką zero-jedynkową: jeśli nie z nami, to przeciwko nam, czyli z Niemcem.

Trzeba uczciwie powiedzieć, że przyłączenie części Górnego Śląska do Polski nie było żadnym powrotem do macierzy, a jego podziałem. O rozbiorze przesądził art. 88 traktatu wersalskiego. W wyniku decyzji mocarstw zachodnich Górny Śląsk stał się przedmiotem rywalizacji pomiędzy dwoma państwami narodowymi. Niemcy optowali za utrzymaniem status quo, a Polska zabiegała o przejęcie jak największego obszaru plebiscytowego. W interesie obu państw było utrzymanie/powiększenie własnego stanu posiadania. Brutalna walka o rząd duch doprowadziła do skłócenia wspólnoty regionalnej. Mimo że lud śląski swoją wolę odnośnie przynależności państwowej wyraził w plebiscycie, owego demokratycznego rozstrzygnięcia nie zamierzała uszanować strona polska. W tym celu przy pomocy wywiadu doprowadzono ostatecznie do sytuacji, w której śląski brat skierował rękę przeciwko bratu. Dziewięćdziesiąt lat po tych wydarzeniach klasa polityczna RP ciągle zaprzecza, że w istocie rzeczy za sporem o Górny Śląsk kryła się brutalna walka o śląski przemysł. Karmi siebie, polskie społeczeństwo i Ślązaków nacjonalistyczną strawą, w której roi się od perfidnych manipulacji i fałszu.

Kulminacyjny moment uroczystości. Po słowach „pękajcie okowy niewoli, Górny Śląsk jest wolny” kajdany niestety nie pękły. Źródło: BP Tomasz Żak, slaskie.pl

Jednym z naczelnych przekłamań polskiej (również niemieckiej) historiografii jest zrównywanie kryterium językowego z deklaracją narodowościową. Czy powiązanie takowej z głosem za przynależnością Górnego Śląska do Polski lub Niemiec. Zwracali na to uwagę polscy socjolodzy Józef Chałasiński czy ks. Emil Szramek, a nawet Wojciech Korfanty, który szacował liczbę „śląskich Alzatczyków”, indyferentnych narodowościowo, na około 30% populacji międzywojennego województwa śląskiego. Ten pierwszy zresztą w dobitnych słowach stwierdził:

Ślązakom nie chodzi o to, ażeby należeli do Niemiec lub Polski: byli Polakami lub Niemcami, ale żeby mogli pozostać sobą i gospodarzami swojej dzielnicy – Ślązakami. (J. Chałasiński, Antagonizm polsko-niemiecki w osadzie fabrycznej „Kopalnia” na Górnym Śląsku, Warszawa 1935, s. 104.)

Ów fakt naukowy próbowano i próbuje się dziś deprecjonować, mówiąc w negatywnym kontekście o tożsamości „zawieszonej” pomiędzy niemieckością a polskością (B. Komorowski) czy „ukrytej opcji niemieckiej” (J. Kaczyński). Co gorsza, do walki o 100% polskich Ślązaków coraz częściej wykorzystuje się w diecezji katowickiej ambony. Błogosławi się tym, którzy „nie mają trudności z umiejscowieniem swojej ojcowizny na łonie polskiej ojczyzny” (abp Skworc), ganiąc tych, którzy w narodowościowe szaty nie chcą się przebierać. Uprawiana, czy to w białych rękawiczkach czy też nie, polityka totalnej arogancji, a nawet wrogości wobec wszystkiego, co w śląskiej przestrzeni nie jest prawdziwie polskie, wydaje się kopią bismarckowskiego kulturkampfu. Jakie będę tego skutki, można się domyślać. Nie ulega jednak wątpliwości, że ci, którzy bardzo często mają na ustach polski interes narodowy, paradoksalnie są dla niego największym zagrożeniem.

Egzotyczny dyskurs o anachronizmie autonomii

Również kwestia autonomii podlegała, a dziś w jeszcze większym stopniu podlega manipulacjom. Prezydent Komorowski z chórem śląskich prowincjonalistów próbuje wmawiać Ślązakom, że jest to anachronizm. Choć nie zrównuje jej –jak sztandarowi pisowscy nacjonaliści– z separatyzmem, krzyczy, że jest to pomysł (sic!) egzotyczny. I choć fakty są nieubłagane (systemy federalne i regionalne dominują w państwach wysokorozwiniętych), polskim politykom o decentralizacji i autonomii regionalnej wystarcza wiedza mieszkańców egzotycznej Amazonii. To smutne, ale polska klasa polityczna przeszła swoisty regres w stosunku do elit II RP. Te nie miały bowiem wątpliwości, że przyznanie Górnemu Śląskowi autonomii nie doprowadzi do jego secesji i jest przede wszystkim w interesie Rzeczpospolitej:

Autonomia dla Górnego Śląska w razie przyłączenia do Polski jest potrzebna. Nie na to, aby partykularyzm śląski utwierdzać i ustalać, bo to nie jest w ogólnym interesie narodowym, lecz na to, ażeby szczególnego rozwoju Górnego Śląska pod względem społecznym i ekonomicznym nie przerywać ani na szwank nie narażać (Katolik z 19-08-1919)

Nie o targi tu chodzi, ani o przynętę, ile niezbędnym jest takie ułożenie przyszłego współżycia, żeby ludność obu Śląsków mogła znaleźć w Polsce najlepsze warunki rozwoju, żeby mogła najlepiej wyzyskać tę zdumiewającą zdolność twardej pracy, jaka jest jej udziałem, żeby w ten sposób mogła jak najobfitsze plony swoich trudów oddać na rzecz wielkiej Ojczyzny. Do tego celu zmierza statut organiczny Śląska. Strzegąc jedności i nierozerwalności węzłów państwowych, składa się w ręce ludności śląskiej moc rozporządzenia w tych dziedzinach, w których pewien szczególny układ gospodarczych stosunków pociąga za sobą niejaką odrębność potrzeb i środków ich zaspokojenia. Votum Sejmu będzie wyrazem przekonania, że lud polski na obu Śląskach z nadanych mu praw potrafi skorzystać na łączny polski i swój pożytek, a równocześnie będzie dowodem zaufania, jakie Polska żywi do tych swych synów, których powrotu do Ojczyzny wygląda z największą tęsknotą. Należy się ufność tym, którzy, zanim zostali z prawa obywatelami Rzeczypospolitej, stali się mini od dawna z ducha i ofiar dla Polski poniesionych – Władysław Wróblewski, poseł na Sejm Ustawodawczy (1920); cyt. za K. Wolny, Geneza statutu autonomicznego, Głos Prawników Śląskich 1937, s.15.

Powstańcy śląscy walczący o przynależność do Polski nie mieli wątpliwości, że walczą o upodmiotowienie Śląska w tym organizmie państwowym. Potwierdza to polski działacz Komisariatu Plebiscytowego w Bytomiu, Władysław Borth, który pisał, iż w okresie kampanii plebiscytowej powszechnie powoływano się na uchwaloną jeszcze w 1920 r. autonomię: „Nie było wiecu ani zebrania, abyśmy się na ten akt nie powoływali”. Autonomii życzyły sobie „wszystkie grupy społeczne, a więc robotnicy, rolnicy, kupcy, rzemieślnicy i inteligencja pracująca. Za autonomią opowiadała się zarówno śląska ludność rodzima, jak i mieszkający wśród niej Wielkopolanie” (cyt. za: Jan F. Lewandowski, Korzenie autonomii, Nowa Gazeta Śląska).

Pisząc o źle pojętym interesie państwowym, jakim kieruje się większa część polskiej klasy politycznej, w tym związanej z Platformą Obywatelską, mam na myśli budowanie relacji śląsko-polskich na kłamstwie. Obchody 90. rocznicy przyłączenia części Górnego Śląska do Polski pokazują dobitnie, że wśród elit centralnych nie ma woli zmiany tego stanu rzeczy. Popełniają one fatalny błąd. Brak reakcji na spis powszechny, brak rozstrzygnięcia w kwestii śląskiego języka regionalnego i innych ważnych dla regionu sprawach przełoży się wkrótce na wyniki wyborcze. Im dłużej będzie podtrzymywany w III Rzeczpospolitej ów stan totalnej subordynacji województw względem centrali, im dłużej będzie traktować się Śląsk i Ślązaków przedmiotowo, tym większe okaże się tąpnięcie na regionalnej scenie politycznej. Ostatnie wyniki wyborcze Prawa i Sprawiedliwości świadczą o tym, że rośnie w siłę górnośląski elektorat, który na politykę ogólnopolską patrzy przez pryzmat Górnego Śląska. Zdaje się, że pomijanie tej zmiennej będzie już wkrótce przyczyną wyborczej porażki każdej formacji i każdego prezydenta w naszym regionie.

Aktualizacja: poprawiono styl, dodano cytat, 2-07-2012.

Reklamy

28 myśli w temacie “Refleksje po uroczystościach 90. rocznicy przyłączenia części Górnego Śląska do odradzającego się państwa polskiego”

  1. @Maras

    Gdyby… Gdybać można do woli tylko nie w oderwaniu od faktów. Podziały istniały a ich katalizatorem była I wojna. Ludzie nie głosują na różne stronnictwa, nie optują za róznyi państwami i chwytają broni do rąk gdy chcą razem stworzyć jeden naród. Gdyby nie I wojna i powstania pewnie faktycznie byłby jeden naród. Niemiecki. Co historia doskonale ukazała na przykładzie niemieckiej części Śląska, od głosowania nad Freistaat Schlesien zaraz po wojnie począwszy. Jak widać w zdecydowanej większości nikt nie chciał tutaj tworzyć osobnego narodu. Większość chciała pozostać Niemcami. Tak więc te spekulacje które Pan serwuje niezbyt dobrze pasują do tego co faktyczne miało miejsce na Śląsku.

    1. Widza żes jest dość fest poinformowany a nie chce mi sie teraz szukac takich informacji w i tak zakłamanej historii. A więc czy w spiso-wyborach czy o czym tam prawisz gdy ludzie podawali język polski to o jaki jezyk im chodziło, bo nie wciśniesz mi tu kitu że tamtejsi ślońzoki godali tutej po polsku. A skoro nie było opcji śląskiej to co mieli zaznaczyć. Z tego co ostatnio wyczytałech, tutejsza ludność głosowała za Polską tylko z jednego powodu, właśnie wolnego śląska, w którym najwyższe władze czy też urzędnicy będą pochodzenia śląskiego. Tak samo było w czasach gdy ślońsk znajdowoł sie w granicach Pruskich obiecywali obiecywali, i na tym się kończyło. Przezto tyż w plebiscycie znejdlo sie te 40% ludzi kierzy dali głos na Polska, bo myśleli że kraj kiery był przez tela lot uciśniony w granicach obcych narodów do im szasna i ich zrozumi, a tu naszeł gorol i wszystko zostało po starymu! Wiync nimosz sie tu co wypluwać że ślońzoki tak rychtyk szli za Polskom a yno ci pełni deutsche byli za niymcami bo tak do końca nie było

    2. „Gdyby nie I wojna i powstania pewnie faktycznie byłby jeden naród. Niemiecki.”
      to jest gdybanie ahistoryczne. Gdyby nie oddziaływanie Polski- to w najgorszym wypadku sytuacja Ślązaków przypominalaby tą na Łużycach. Ale prawdopodobnie w znacznie dłuższym okresie czasu-zresztą niekoniecznie bo po 1. Ślązacy byli o wiele wiekszą grupą
      2. nie byli rozbici pomiedzy rózne jednostki administacyjne (pomijam Slazaków cieszyńskich)- co ułatwiało identyfikację landowo-regionalną choćby i dwujęzyczną, jak w Luksemburgu
      3. Gdyby ustrój pozostał demokratyczny-co w RFN wiązało sie też z emancypacją warstw niższych- to wykształciła by sie silniejsza inteligencja o słowiańskim rodowodzie, ktora te procesy deslawizacji częsciowo by powstrzymywala.
      Warto zwrócić uwagę ze wszystkie te czynniki oddziaływują w innej konfiguracji nawet teraz w państwie polskim- pomimo polskiego zglajszachtowania. z tym ze ta inteligencja stara sie powstrzymac procesy desilezjanizacji.

  2. Skąd wziął Pan 30% i skąd słowo „narodowościowo”? Ja nie przytoczyłem takiej liczby i nie użyłem tego słowa.

    Na Górnym Śląsku o narodowości czy etnosie nie zawsze decydował język ale ogólny trend widać już przy plebiscycie czy wyborach. Ludność która podałą w spisach język polski głosowała w zdecydowanej większości inaczej od swoich niemieckojęzycznych sąsiadów (obojętnie ci byli deklaratywnie niemieckojęzyczni i w domu używali polskiego czy nie). Ja wskazuje tylko na ten powszechnie znany historykom najnowszych dziejów Śląska trend.

    Górny Śląsk czy „śląski lud” jak Pan to określa nie był żadnym politycznym ani etnicznym monolitem. Podział Śląska wpisany był właśnie w specyfikę antagonizmów, które istniały już w samym podłożu śląskiego społeczeństwa. Pan to zupełnie pomija i ignoruje. Zresztą nie tylko Pan. Milczeniem pomija się fakt istnienia na Górnym Śląsku etnicznych, niemieckojęzycznych Niemców. zadziwiające prawda? Są tylko „Ślązacy”. Ale jakoś do głowy nikomu nie przychodzi czemu częśc głosowałą inaczej, wybierała innych posłów, wstępowała do odrębnych organizacji i walczyła w imię innej sprawy.

    Zna Pan wyniki plebiscytu na Mazurach??? Na pewno Pan zna! Więc nie bawmy się w dziecinadę i nie mitologizumy tworząc bajędy o jakiejś śląskiej jedności „śląskiego ludu” która nigdy naprawdę nie zaistniała rozrywanego tragicznie przez obce siły. Obce siły co najwyżej zrobiły użytek z istniejących już na Ślasku podziałów.

  3. @Maras

    Niemieckie listy zdobyły 6 (12%) miejsc w pierwszych wyborach do sejmu śląskiego. Wie Pan z jakich okręgów? Ilu posłów niemieckich było z rybnickiego i pszczyńskiego? Jeśli nie to ma Pan teraz okazję zabłysnąć. Również chętnie poczytam o tym kto wypłacał „żołd” powstańcom.

    Abstrahując jednak od żołdu i emigrantów, na Polskę głosowano przede wszystkim na wsi i w powiatach czysto śląskich gdzie odsetek Niemców był najmniejszy. Jeśli prawie 99% gmin wiejskich w Pszczynie i Rybniku głosowało za Polską (nie licząc niemieckich kolonii jak Ruptawiec i inne), a w powiecie głubczyckim i prudnickim było dokładnie odwrotnie – to cały mit jedności politycznej Górnego Ślaska sypie się i drży w posadach.

    1. Panie Zigi, nie chodzi mi o pierwsze wybory do Sejmu Śląskiego, ale o kolejne elekcje w tym komunalne, do Sejmu RP i do Sejmu Śląskiego z 1930. Proszę przeanalizować liczby bezwzględne to się pan zdziwi.

      1. Przepraszam sumarycznie to było 14 miejsc w 1922 i 15 miejsc w 1930 – poziom praktycznie ten sam. Około 30%. Trendu to nie zmienia.

        1. Zresztą wynik zadziwiająco pasuje do wyników spisu. Przecież nie wszyscy Niemcy (a w większych powiatowych miastach stanowili oni wszedzie większość) opuscili polską część Górnego Sląska po wojnie. W 1921 roku ludność polskojęzyczna stanowiła 71,5% mieszkańców. Wynik list niemieckich w 1922 to 14 miejsc / 48 miejsc = 29%. Zgodność aż razi. Dalsze sanacyjne spisy z lat 30 tych nie są już tak miarodajne. Listy niemieckie zdobyły podobną ilość głosów w 1930. Na pewno istniał margines etnicznych, polskojęzycznych Ślazaków głosujacych na Niemcy ale wyjątek potwierdza regułe. Jak widać podziały wśród „ludu śląskiego” trwały sobie w najlepsze przed, w trakcie i na długo po plebiscycie.

          1. W którym miejscu napisałem, że nie było podziałów przed plebiscytem? Oczywiście, że były. Plebiscyt, okres powstań, Międzywojnie i II wojna światowa są produktami nacjonalizmów, których początek datuje się na wiek wcześniejszy. Jednak to nie oznacza, że na Górnym Śląsku nie istniało pewne poczucie regionalnej wspólnoty, określane różnymi terminami. Gdyby nie niesprzyjające okoliczności (wojny śląskie), ta tożsamość regionalna przekształciłaby się w to, co dziś niektórzy określają jako tożsamość narodową w sensie obiektywnym. Kto wie, jak potoczyłyby się losy Śląska, gdyby pozostał w granicach państwa austro-węgierskiego. Może dziś między Rzeczpospolitą Polską a Republiką Czeską funkcjonowałby jeszcze jeden byt państwowy. Zostawmy tę alternatywną historię. Nie ulega jednak wątpliwości, że mimo polityki kulturkampfu i propagandy wielkopolskiej pewna forma wspólnoty regionalnej istniała, choćby ta bazująca na religii katolickiej. Im bliżej wieku XX, liczonego od 1917 roku, tym coraz większa presja wywierana na Górnoślązaków, by opowiedzieli się po jednej lub drugiej stronie.

  4. @Maras

    Tak samo jak błędna jest metoda zero-jedynkowa.i biało-czarne postrzeganie Ślązakow, tak samo nieprawdziwe i głupie jest relatywizowanie wszystkiego i udawanie, że na Górnym Śląsku nie istniały żadne podziały, nie było śląskich Niemców i Ślązaków. Oczywiście że istniał pewien margines ludności mieszanej lub o labilnych poglądach ale udawanie, że na Górnym Śląsku nie było dwóch zasadniczych grup etnicznych zda się na nic, bo śląsko-niemiecki antagonizm wyłania się przy okazji każdego spisu, głosowania czy konfliktu społecznego.

    Wybory do Reichstagu 1912:

    1. Okręg Kluczborsko-Oleski (powiaty kluczborski i oleski) zwycięstwo
    niemieckiego konserwatysty Meyera, głównie dzięki zdecydowanemu zwycięstwu w
    powiecie kluczborskim, w powiecie oleskim zwyciężył polski narodowiec ks.
    Paweł
    Kuczka.
    2. Okręg Opolski (powiat opolski oraz miasto Opole) zwycięstwo polskiego
    narodowca ks. Pawła Brandysa, który pokonał kandydata partii Centrum ks.
    Oswalda Sonnecka.
    3. Okręg strzelecko-kozielski (powiaty strzelecki i kozielski) zwycięstwo
    centrowca ks. Josepha Glowatzkiego przed Polakiem ks. Józefem Wajdą. W
    powiecie
    kozielskim wygrał Glowatzki, w strzeleckim Wajda.
    4. Okręg lubliniecko-gliwicki (powiaty lubliniecki, toszecko-gliwicki oraz
    miasto Gliwice) zwycięstwo centrowca Warlo przed polskim narodowcem ks.
    Jankowskim. W rolniczych powiatach lublinieckim i toszecko-gliwickim wygrał
    Jankowski, w większości niemieckich Gliwicach Warlo.
    5. Okręg bytomsko-tarnogórski (powiaty bytomski, tarnogórski i miasto Bytom)
    zwycięża Polak dombek przed kandydatem Centrum Bittą. Dombek wygrywa w
    powiatach bytomskim i tarnogórskim a Bitta w samym Bytomiu.
    6. Okręg katowicko-zabrski (powiaty katowicki, zabrski, miasta Katowice i
    Królewska Huta) wygrywa Polak Sosiński przed socjaldemokratą Biniszkiewiczem
    (też Polakiem)
    7. Okręg rybnicko-pszczyński (powiaty rybnicki i pszczyński) zwycięża juz w
    pierwszej rundzie kandydat polski hrabia Mielżyński (poznaniak) pokonując
    centrowca ks. Boidolla, ze względu jednak na śmierc Mielżyńskiego wybory
    wkrótce powtórzono. W powtórzonych wyborach zwyciężył w pierwszej turze Polak
    ks. Pośpiech przed ks. Boidollem.
    8. Okręg raciborski (powiat raciborski i miasto Racibórz) zwycięstwo już w
    pierwszej turze centrowca Sapletty przed Polakiem ks. Janem Banasiem. Ks Jan
    Banaś zwyciężyl na terenach po prawej stronie Odry i częściowo na terenach
    lewobrzeżnych natomiast Sapletta odniósł zdecydowane zwycięstwo w samym
    Raciborzu i w okolicach Hulczyna (obecnie Czechy).
    9. Okręg prudnicki (powiat prudnicki) zwycięża w pierszej rundzie kandydat
    Centrum Franciszek Strzoda, który deklarował sie jako Polak i w trakcie
    plebiscytu w 1921 roku agitował za przyłączeniem Górnego Śląska do Polski.

  5. Jeśli mowa o „demokratycznym rozstrzygnięciu” to Niemcy powinni zatrzymać wszystkie większe górnośląskie miasta ale odstąpić Polsce nie tylko teren przyznany po III powstaniu, ale także całą resztę powiaty Tarnowskie Góry a także powiaty Toszek-Gliwice oraz Strzelce, części lublinieckiego, opolskiego, raciborskiego i kozielskiego – zgodnie z rozkładem większości głosów:

  6. Artykuł zawiera przekłamania. Śląsk był skłócony przed plebiscytem, inaczej jego wynik nie byłoby jak był. Niemcy głosowali na swoje państwo, a Ślązacy w większości na Polskę. I co ma znaczyć demokratyczna wola? Plebiscyt miał na celu podział Śląska – tak postanowiono jeszcze w Wersalu. Naczelnym pytaniem było tylko jaki kształt miał przyjąć podział – nie komu przyznany zostanie teren całego GŚ.

    1. kto tu przekłamuje? „Niemcy na swoje państwo a Slązacy za Polską?” a może „Ślązacy za swoim państwem a Polacy za Polską?”. I niby dlaczego narodowość przesądzała o głosowaniu. Wszak polscy nacjonaliści od Dmowskiego przeforsowali u Ententy by zezwolić na głosowanie osobom pochądzącym ze śląska ale tu nie mieszkającym. Zakładali, że z uwagi na fakt, że większość z nich ma polskie konotacje etniczne, to zagłosują za Polską. A tu niespodzianka: niezaleznie od pochodzenia etnicznego ludzie ci, kierując się zdrowym rozsądkiem, głosowali za Niemcami….

      1. Piszesz totalne bzdury… Totalne…

        Skoro na Górnym Śląsku ponad 75% podawała Muttersprache „Polnisch” i głosowała na polskie listy do Reichstagu, a pozostali podawali „Deutsch” i głosowali na Niemców to o czymś chyba powinno to takiemu ciemniakowi jak ty powiedzieć.Pomyśl!

        W powiatach takich jak Pszczyna i Rybnik ponad 95% gmin wiejskich głosowało na Polskę. Ponad 80% mieszkańców. Jedynie same miasta głosowały na Niemcy.

        Czemu???? Ano temu, że w miastach Niemcy stanowili większość. Tak samo w powiatach Tarnowskie Góry, Toszek-Gliwice, Strzelce, Lubliniec… Ślązacy którzy podali „polski” jako Muttersprache (a takich było na GŚ około 75%) głosowali w zdecydowanej większości na Polskę. Ci którzy podali „Deutsch” prawie wyłącznie na Niemcy.

        1. Panie Zigi. Zrównywanie kryterium językowego z narodowościowym oraz decyzji o wyborze państwowości z deklaracją narodowościową jest nadużyciem. Proszę pomyśleć. Dlaczego partie niemieckiego radziły sobie w wyborach do Sejmu Śląskiego w powiecie pszczyńskimi i rybnickim, gdzie wg pana kryteriów praktycznie nie było Niemców. Stosuje Pan metodę zero-jedynkową do opisywania regionu pogranicza. Błądzi Pan.

      2. A skąd wiesz jakiego pochodzenia etnicznego byli emigranci???? Wiadomo tylko, że 180 tyś ludzi dobranych, sprowadzonych i opłaconych przez niemieckie biura plebiscytowe zagłosowało na Niemcy. Niemcy załatwili sobie dodatkowe glosy.

        Można tylko domyślać się jakiego pochodzenia byli emigranci po tym skąd pochodzili – najwiecej z powiatów takich jak kluczborski, głubczycki, prudnicki i z większych miast. Więc na pewno żywioł niemiecki był wśród nich dominujący.

        Ogólnego trendu to nie zmienia. W większości powiatów na wsi (na której Niemcy stanowili mniejszośc w przeciwieństwie do miast) wygrała Polska. Wyjątkiem od reguły był powiat opolski, prudnicki i kozielski i oczywiście głubczycki z ewangelickim kluczborskim. Niemcy wygrały też marginalnie,w oleskim. Ale w miastach wszędzie i zawsze Niemcy!

        Wytłumaczysz skąd ta różnica?

        NIe???

        Rzuć okiem na wyniki spisów i statystyk językowych i nardowościowych sprzed I wojny.

        1. Panie Zigi, zdaje się, że są tylko językowe statystyki przez I wojny z obszaru pruskiego Górnego Śląska. Nie wie Pan, dlaczego? Podpowiem. Również II RP w spisie powszechnym wolała nie pytać obywateli o narodowość. Zrównywane kryterium językowego z narodowościowym było, jest i będzie wykorzystywane do celów politycznych. Było, jest i będzie zawsze nadinterpretacją.

          Pisze Pan o opłacanych emigrantach. A żołd powstańcom kto niby płacił? Górnoślązacy byli rozgrywani na dwa fronty.

        2. „Wiadomo”: A skąd wiadomo? „polski ciemniaku” – jeżeli już sobie dusery prawimy. Bo tak podali do wierzenia w jedynie słusznych polskich czytankach? Nie bez kozery to endecja zabiegała o dopuszczenie do głosowania niezamieszkałych a pochodzących ze Śląska. Chcieli tradycyjny polski „szwindelek nad urną” wykonać ale się nie udało?

  7. Przeczytałem i gratuluję tekstu. Sam Gorzelik nie napisałby lepiej. Różnie nazywają polskie czasy na Górnym Śląsku, Pan nazywa to „endecki szowinizm narodowy” dodając jeszcze post-peerelowski. Senator Kutz ostatnio nazwał to wprost: „panującym w Polsce od 1926 roku faszyzmem”. Myślę, że nie jest potrzebny inny termin. W taki czy inny sposób ten faszyzm się próbuje w Polsce odnowić (w latach 2005-7 nawet w postaci narodowego socjalizmu). Pozdrawiam i myślę, że odtąd będę szukał Pana tekstów.

  8. Bardzo dobry tekst. Szkoda, że na fali propagandy warszawskiej pozostaje głosem wołającego na puszczy.
    Niestety te obchody to przypomnienie najgorszych czasów Gomułki i „byliśmy, jesteśmy, będziemy”. Kulturkampf tylko tym razem Kongresówki i jej endeckiej a zarazem bogoojczyźniano – romantycznej wizji „polskiego stanu stanu posiadania”. (swoją drogą jak oni te dwie rzeczy byli w stanie ożenić – polski nacjonalizm Dmowskiego odżegnywał się od romantyzmu). To nic innego jak kontynuacja „w białych rękawiczkach” polityki udowadniania piastowskiej polskości Śląska za pomocą spychaczy rozjeżdżających poniemieckie cmentarze. Dla mnie zawsze symbolem takiej polityki było nazwanie ważnego ronda w Bielsku (mieście o niemieckiej i żydowskiej do 1939 roku „historii” imieniem żydożercy i skrajnego wroga niemczyzny i niemieckiej kultury jakim był Dmowski. To niczym imię Stalina na Pałacu Kultury w warszawie – mieście, które pozwolił zniszczyć.
    Już dawno ktoś zuważył, że „jest spadkobiercą ONRu partia” – wtedy chodziło o teoretycznie internacjonalną partię komunistyczną PZPR. teraz można powiedzieć „jest spadkobiercą czystej komuny teoretycznie wolna RP”.

  9. Maras, kilkakrotnie przeczytałem Twój tekst. I z pewnością zrobię to jeszcze kilka razy.
    Powód jest jeden, logika wypowiedzi tak różna od codziennego bełkotu o sprawach Śląsk-Polska, Ślązacy-Polacy.
    To naprawdę znaczący głos, wart cytowania.
    Dziękuję. I czekam na następne!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s