Marsz Autonomii, manifestacja regionalnej odpowiedzialności


W sobotę odbędzie się szósta edycja Marszu Autonomii. Bazując na doświadczeniu z lat wcześniejszych, z placu Wolności do placu Sejmu Śląskiego przejdzie więcej Ślązaków niż w roku ubiegłym. Tendencja zwyżkowa nie słabnie i nic nie zapowiada spadku frekwencji w kolejnych latach. Na Górnym Śląsku każdego lipca społeczeństwo obywatelskie daje wyraz coraz większej żywotności. Jednak nie wszyscy są z tego faktu zadowoleni.

Mieli rację starożytni, gdy mówili, że zło bierze się z niewiedzy. Gdyby ich słowa odnieść do naszej krainy, można stwierdzić, że całe zło na Górnym Śląsku było i jest skutkiem ignorancji. Ta w równym stopniu dotyczy samych Ślązaków jak i Polaków mieszkających w i poza regionem. I choć na Śląsku owa powszechna amnezja jest z dnia na dzień przełamywana, w Polsce ciągle króluje moda na niewiedzę o Śląsku.

Autonomia to rozwiązanie prorozwojowe, a nie dekompozycyjne. V Marsz Autonomii na pl. Sejmu Śląskiego, źródło: Adam Korzeniowski, Nowa Gazeta Śląska

Nie powiem, że górnośląscy regionaliści posiadają prawdę absolutną w sprawach swojego regionu. Wiedza bowiem nigdy nie rodzi się poprzez bezrefleksyjne wyłożenie i przyswojenie dat, wydarzeń oraz „właściwej” interpretacji. Dochodzi się do niej stawiając pytania i szukając odpowiedzi. Dziś podnoszone przez regionalistów kwestie otwierają debatę i prowokują Ślązaków –zwłaszcza młodego pokolenia– do zadawania pytań, rodzą zainteresowanie przeszłością tej ziemi, budzą odpowiedzialność za jej przyszłość, a co najważniejsze kształtują świadomych obywateli.

Brzydzi to tych, którzy roszczą sobie prawo do posiadania owej ostatecznej prawdy o naszym regionie. Prawdy, ukształtowanej przez kłamliwy komunistyczny reżim inspirowany endecką ideologią. Dlatego bezpardonowe ataki skierowane przeciwko RAŚ, który stara się demaskować mity nt. Śląska i Ślązaków, traktować należy jako rozpaczliwą obronę antyobywatelskiego ciemnogrodu. Jak na ironię w obozie ogłupiania Ślązaków (a także Polaków) znajdują się dawni gorliwi antykomuniści i żarliwi wyznawcy ancien régime. Łączy ich jedno: szowinistyczny nacjonalizm. To dzięki niemu próbują sprawować kontrolę nad ciemnym śląskim i polskim ludem.

Marzy mi się, aby warszawska elita symboliczna zanim zabierze się za udowadnianie, że 6. Marsz Autonomii był kolejną manifestacją wrogości wobec Polski i Polaków, antypaństwową hucpą organizowaną przez volksdeutschów i ukrytą opcję niemiecką, przyjmie na moment optykę pozbawioną uprzedzeń i stereotypów. I choć płonne są to nadzieje, jeden fakt napawa optymizmem. Odpowiedzią Górnoślązaków na wieloletnią polonizację nie jest śląski nacjonalizm, a świadoma obywatelskość. Dziś to my wyciągamy rękę i proponujemy rządzącym, aby na nowo przemyśleć relacje pomiędzy centralą a województwami. Prezentujemy wzorowany na zachodnioeuropejskim model państwa regionalnego, który daje gwarancje większej gospodarności i szybszą modernizację. Trafnie zauważył Zbigniew Kadłubek, że Górnoślązacy umieją cenić państwo i w niż żyć, gdyż lubią zorganizowanie i przejrzystość*. Jeśli dziś ze Śląska kierujemy wołania o autonomię to tylko po to, aby państwo polskie było bardziej transparentne i uczciwe. W odpowiedzi nie chcemy jednak słyszeć obraźliwych epitetów i słów na temat anachronizmu i egzotyczności tego rozwiązania. Chcemy prawdziwej debaty i w tym celu maszerujemy.

* Zbigniew Kadłubek, List do Stefana Szymutki, [w:] Fabryka „Silesia”, nr 1/2012, s. 46).

Reklamy

8 myśli nt. „Marsz Autonomii, manifestacja regionalnej odpowiedzialności”

  1. „Endecka ideologia”, „szowinistyczny nacjonalizm”, co to za terminy? Moim zdaniem to eufemizmy, które mają trochę osłabić to, co chce Pan wyrazić. Ja nazwałbym ideologię, której atakujący nas używają – faszyzmem. Przed wojną faszyzm, panujący w Polsce po 1926, przewrotnie nazywano „sanacją”. Nasze dążenie do autonomii jest już wyartykułowane i nie da się go zignorować. „ZSRR też upadł”; słuszna uwaga.

    1. Nie mieszajmy bytów. Faszyzm, faszyzmem (to jest pewna ideologia i model ustrojowy) a nadto brutalny autorytaryzm w stylu II RP, po prostu brutalnym i niedemokratycznym autorytaryzmem. Komuniści gdy tylko przechwycili władzę przy pomocy Sowietów zaraz złapali się za endecką propagandę – czysty pragmatyzm władzy, dokładnie ten sam, który sprawiał, że Bierut chodził podtrzymując baldachim w procesjach Bożego Ciała. Endecka ideologia przeżarła świadomość zwłaszcza ludzi mieszkających w Kongresówce już w okresie II RP. Opowieści o Słowianach, Biskupinie etc. to wszystko aczkolwiek było brednią znakomicie nadawało się do legitymizowania władzy tak przed jak i po wojnie. I nadal się nadaje znakomicie, bo od 70 polsko-endecki jad jest sączony do głów począwszy od szkolnej edukacji. Komuniści zawierali „pragmatyczne” kompromisy nie tylko z takimi typkami jak ONR ale i z innymi, proszę np. prześledzić kto i na jakich zasadach był założycielem np. Instytutu Zachodniego w Poznaniu a potem nadawał „zdrowe i narodowe nazwy” miejscowościom na Ziemiach Zachodnich (w sensie kim ci ludzie byli przed 1939. Idei „słowiańskości i polskości odwiecznej” Śląska wbrew pozorom nie wymyślili nawet endecy ale koncept „przesunięcia” granic polskich (wtedy jeszcze Królestwa pod berłem Cara) tak by „zakończyć zbieranie ziem ruskich” (i granica np. na Bugu lub w tej okolicy) a jednocześnie „powrót ziem piastowskich i słowiańskich” pod berło Cara – Króla Polskiego (wspieranego w tym dziele przez polskich nacjonalistów jako część „frontu pansłowiańskiego”) powstał pod koniec XIX wieku w sztabach rosyjskich planistów i ideologów w stylu Pobiedonoscewa. To miała być płaszczyzna pragmatycznego porozumienia z niespokojnymi i buntowniczymi Polakami (z Kongresówki) i jednocześnie rozszerzenie rosyjskich wpływów na Zachód. Pod koniec XIX wieku wojnę z prężącymi muskuły Niemcami uważano za prędzej czy później nieuchronną a zwieńczeniem tych koncepcji było romans endecji z Rosją w chwili wybuchu I wojny. Nie dziwiło nigdy jakim cudem carska rzekomo represyjna cenzura puściła Sienkiewiczowi tak nacjonalistyczną agitkę jaką są „Krzyżacy”? W takiej narracji dla jej logiki podmiotem dziejów muszą być „narody zwarte i gotowe w swym dziejowym przeznaczeniu” (nie ma miejsca na „obywatelskość” gdzie liczy się dyskurs, argumentacja przekonywania i prawa jednostki bez względu na nację czy język) a sąsiedztwo „narodów” jest bezlitosną walką o przetrwanie gdzie silniejszy zagryzie i pożre słabszego. Niemiec, Germanin nie jest w tej narracji sąsiadem odmiennej mowy, o którego pożyczymy choinkę czy podpatrzymy samorządowy ustrój miasta, a którego nauczymy słowiańskiej zaradności i razem będziemy „jak sąsiad z sąsiadem” gospodarzyć na tej ziemi. To Mefistofeles, który oferując wynalazki zachodniej cywilizacji chce ukraść słowiańską duszę. W takiej narracji nie ma miejsce na Śląsk jako pogranicze różnych kultur – to tylko strefa frontu gdzie toczą się „tysiącletnie zmagania” i na którym my ostatecznie zatryumfowaliśmy. Warto mieć na uwadze, że tzw. „marszu przez instytucje” jako mechanizmu stopniowego przekształcenia społeczeństwa i jego świadomości nie wymyślili ani „dzieci-kwiaty z 1968” ani islamiści w krajach arabskich. To samo robili endecji już pod koniec XIX w. (i rosyjscy radykałowie także – patrz ruchu „idti w narod”). I tę rundę wygrali – sanacja może miała władzę w instytucjach państwa ale to nacjonaliści zawładnęli „społeczną wyobraźnią” (przez nastroje nauczycieli, święta, propagandę, literaturę – całą sferę kultury etc.). Sprzyjała temu ciągła mobilizacja wojenna i nastrój nacjonalnej konfrontacji (okres międzywojenny był krótki, ciężki kryzys gospodarczy a jak nie wojna z Niemcem to „bitwa o handel z Żydami”). Nie tylko w Polsce były takie nastroje a upokorzenie klęską i brutalność niemieckich władz okupacyjnych ten „obraz wroga i nacjonalnej konfrontacji” utrwalał. Nie była dla Ślązaków miejsca w takiej historii. Ale czasy już się zmieniły: UE opiera się na odrzuceniu takiej „wściekle narodowej” narracji. Inny obraz jest i był zawsze możliwy. Europa nie jest i nie była „historią zagryzających się plemion-narodów” tylko zróżnicowanych społeczeństw, które przechodziły od walki do wymiany i odwrotnie (nawiasem mówiąc na takiej logice opierała się dawna Rzeczpospolita). Trzeba przełamać tę narrację. Były inne koncepcje: Mitteleuropa. Jest wizja dziejów zwana Germania Slavica (a może lepiej Slavonia Germanica) gdzie tym co konstytuuje tożsamość tej części Europy (w odróżnieniu od „wschodniej”) są organizmy państwowe, w których przenikają się elementy kultury niemieckiej czy germańskiej oraz słowiańskiej i bałtyckiej czy polskiej, czeskiej chorwackiej etc. i różne formy tworzą różne kompromisy: państwa Habsburgów, Korona św. Wacława, Polsko-Litewska Rzplita, państwo Zakonne a potem pruskie, Meklemburgia, Brandenburgia, Śląsk, Karyntia, Słowenia etc.
      Problem jednak w edukacji: najpierw nasze kilkuletnie dzieci wiozą na rocznicę powstania, potem do Auschwitz a na koniec do Muzeum tzw. Powstania. Tak się wychowuje „wojownika dzihadu” a nie obywatela, który w Europie musi się potem dogadać z niemieckimi kolegami. To jest budowanie na poziomie wręcz podprogowym, „od kołyski”, obrazu śmiertelnego wroga. To jest ów „endecki marsz przez instytucje” choć teraz realizowany rękami komunistycznego państwa, czy neoendeków siedzących w warszawskich instytucjach rządowych. Ta narracja jest trwalsza niż system komunistycznej propagandy. Cóż im możemy odpowiedzieć? Że są Mongołami przebranymi w szaty Europejczyków, bo to styl myślenia a la Czyngis Chan, który przeniknął do Imperium Carów – Królów Polskich? To przejmowanie ich stylu myślenia…

      1. Galicyjoku, jeszcze raz zachęcam do uruchomienia swojego bloga. Może wtedy paru wojowników dżihadu uda się odzyskać dla idei Rzeczpospolitej obywatelskiej.
        Dzięki za komentarz. Jak zwykle dowiedziałem się czegoś nowego. Swoją drogą ciekawym opracowaniem byłaby taka pogłębiona analiza elementów endeckiego dyskursu w propagandzie komunistycznej.

        1. pomyślę o tym…
          ale odzyskiwanie „wojowników powstańczego dżihadu” dla europejskiej cywilizacji obywatelskiej to chyba zbyt ciężkie zadanie….. trzeba by im odebrać Czterech Pancernych czy Czas Humoru….

        2. Może trochę czasu upłynęło ale coś ciekawego znalazłem [na wspomniany temat]…. ukazało się na UMCS wydawnictwo pamięci prof. B.Osadczuka – ukraińskiego publicysty i współpracownika Kultury Giedroycia. T on pisał (już w latach 70-tych) o „neodmowszczyźnie Gierka” – to tytuł jego artykułu (podpisanego chyba „Berlińczyk”) w Kulturze paryskiej z 1972 roku… Nic się od tego czasu nie zmieniło

    2. Panie Andrzeju, faszyzm na piedestale stawia państwo. Dlatego ten termin nie odpowiada opisywanemu przeze mnie fenomenowi polskiego nacjonalizmu, który uprawiał kult narodu. W polskiej literaturze z lat 1945-89 bardzo często nadużywa się słowa „faszyzm”. Wynika to z faktu, że polskim komunistom posługującym się endeckim dyskursem nie wypadało nadmieniać o narodowym socjalizmie. Sami podpadali pod tę kategorię znakomicie.
      Odnośnie coraz donośniejszego wołania o autonomię zgadzam się. Póki co spotykamy się z milczeniem „centralnej elity” symbolicznej. Mimo to przesilenie zbliża się szerokimi krokami.

  2. Poseł Pętak z podbeskidzkich okolic juz powiedział: „Jak RAŚ chce tę autonomię zdobyć, to musi ją zdobyć bagnetami.”
    I tak myśli większość Polaków. Autonomii nie będzie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s