Na Górnym Śląsku polskości bronią czy polskość ośmieszają?


O tym jak zmienne są losy Górnego Śląska wszyscy wiemy. Jednak dopiero kilka dni temu zdałem sobie sprawę jak przewrotne są dzieje obrońców polskości Śląska. Będąc uczestnikiem Marszu Autonomii stałem się świadkiem przykrej kontrmanifestacji. Jej uczestnicy zionęli niesamowitym jadem nienawiści. Na przemian z hymnem RP, wykrzykiwali w kierunku Ślązaków hasła: „Hitlerjugend!”, „Volksdeutsche!”, „Faszyści!”, „Wyciep rasioka do hasioka!”, „niemcy idą!” (oczywiście pisane przez małe ‘n’). W odpowiedzi spotkali się z uśmiechami i radosnym „Pudźcie z nami!”. To jeszcze bardziej rozsierdziło „polskich patriotów”. Niektórzy uciekali się więc po bardziej wyrafinowane formy savoir-vivre w postaci plucia i fizycznej konfrontacji. Robili to bezkarnie i przy obecności policji! Na szczęście owe spiętrzenie całej polskiej nienawiści, kompleksów i fobii, będące udziałem kilku osób, reprezentujących kilkanaście „polskich organizacji patriotycznych”, nie wyprowadziło z równowagi maszerujących Ślązaków. A tym bardziej nie zepsuło radosnej i piknikowej atmosfery, jaka towarzyszyła obchodom 92. rocznicy przyznania autonomii województwu śląskiemu. Śmiem twierdzić, że zamiast obrony polskości kontrmanifestanci kolejny raz ją ośmieszyli. Po raz n-ty nacjonaliści przywłaszczywszy sobie biało-czerwoną symbolikę, próbowali występować w imieniu całego polskiego narodu. Skutki takiego stanu rzeczy mogą być jedynie opłakane. Parafrazując słowa Donalda Tuska, polskość –ale w tym szowinistycznym wydaniu– to bez dwóch zdań nienormalność. Gdzie była 14 lipca w Katowicach ta przysłowiowa polska tolerancja? Czy aby nie uduszona za pomnikiem Piłsudskiego?

„Patriotka” z biało-czerwoną flagą pluje jadem w kierunku Ślązaczki z krzyżem na piersi. A polska tolerancja leży uduszona za pomnikiem Piłsudskiego (w tle). Fot. Roman Koszowski, Gość Niedzielny

Interesującym zwrotem jaki dokonał się wśród zwolenników polskości Śląska w XX w. jest zmiana podejścia do koncepcji autonomii. Już w latach dwudziestych obserwować można było wyraźny rozdźwięk pomiędzy śląską chadecją a piłsudczyzną. Stronnicy Korfantego i Wolnego po 1926 r. opowiadali się za autonomią, przy czym w żadnym stopniu nie odcinali się od polskości. Obóz sanacyjny występując z pozycji patriotycznych był natomiast zaciekłym wrogiem górnośląskiej samorządności. Jego ordynarna propaganda zarzucała chadekom, że skoro autonomię popiera mniejszość niemiecka, również oni są na usługach Berlina.

Myślę, że prawdziwy byłby sąd, jakoby śląska chrześcijańska demokracja była bliższa koncepcji ‘polskości obywatelskiej’ Ślązaków i uwzględniała pewne odrębności regionalne. Natomiast piłsudczyzna ze swoją polityką narodowej unifikacji preferowała centralizację i polonizację według jednolitego wzorca. Szkoda, że dziś w ruchu obrońców polskości Śląska nie ma już miejsca dla przedwojennych chadeków. Obecnie to środowisko reprezentuje poglądy autorytarne i centralizacyjne oraz nacjonalizm etniczny. O tym przekonaliśmy się kolejny raz na Marszu Autonomii. Niech konkluzją będzie artykuł opublikowany w „Polonii” nr 49 z dn. 19 lutego 1929 roku. Przypomnę, że dziennik był organem prasowym śląskiej chadecji.

„Obrońcy polskości Śląska” powinni wziąć pod uwagę opinie swoich kolegów z okresu Międzywojnia, a nie wrzeszczeć o tym, że koncepcja autonomizacji regionalnej jest inspirowana przez rząd niemiecki. Polonia nr 49 z 19 lutego 1929 r.

Reklamy

4 myśli nt. „Na Górnym Śląsku polskości bronią czy polskość ośmieszają?”

  1. Trafiłem na ten blog po długiej przerwie i cieszę się, że przeczytałem ten post. Jestem młodym uczniem, za rok zaczynam studia.
    Temat tej autonomii jest poruszany często, ale dla mnie naprawdę dziwne jest dlaczego budzi takie kontrowersje. Popieram tą autonomię i wydaje mi się,że nikt nie mówi tu o jakimś totalnym odłączeniu się od Polski, sam z resztą napisałeś że „śląska chrześcijańska demokracja była bliższa koncepcji ‘polskości obywatelskiej’ Ślązaków i uwzględniała pewne odrębności regionalne.”
    Myślę tylko, że RAŚ, który jest takim symbolem tej autonomii, powinien zacząć to budować trochę wolniej, to znaczy najpierw uzyskać poparcie w sejmie i jeżeli się uda ustanowić taką autonomię, a dopiero później decydować o „narodzie śląskim”.
    Mnie ten pomysł się bardzo podoba, no ale postawmy się w miejscu kogoś kto mieszka na mazurach albo na północy i nie ma styczności ze Ślązakami. Ciężko mu wyrobić sobie opinię, a w telewizji słyszy po prostu komunikat, w którym mówi się krótko, że ktoś chce się odłączyć od Polski. Bo w naszych mediach to raczej mało kiedy w ogóle rozwijają jakiś temat na tyle, żeby go wyjaśnić. Nie dziwię się, że komuś może wydawać się to dziwne, co my tutaj chcemy zrobić.
    Moim zdaniem gdyby tylko RAŚ działał stopniowo, wolniej, byłoby dużo łatwiej osiągnąć sukces! I przekonać ludzi, że my tu żadnego powstania nie szykujemy.
    Pozdrawiam autora, naprawdę dobrze się czyta.

    1. Dziękuję za dobre słowo. Mieszkańcy Pomorza, Wielkopolski i czy innych regionów Polski rzetelnej informacji o RAŚ raczej nie uzyskają. Informacje są „filtrowane” przez zlokalizowane w centrali korporacje medialne. A w nich króluje intelektualne niechlujstwo, brak wiedzy o „peryferiach” i zupełnie dla mnie niezrozumiałe poczucie wyższości wobec Śląska i Ślązaków.

  2. Drogi Marasie,
    chciałbym zwrócić uagę na jedną rzecz (zgadzając się generalnie z wymową tego co napisałeś). Charaktersytyczną cechą tej nacjonalistycznej a biało-czerwonej narracji jest traktowanie polskości jak świętej krowy z jednej strony, o której nawet najbardziej paskudnych przejawach należy mówić oglądnie. Zaś z drugiej jest dopatrywanie się w każdym przejawie odrębności czy zdystansowania do polskiej tożsamości jakieś „ukrytej opcji”. Oczywiście w przypadku Śląska najlepiej, jeśli będzie to „opcja-wiadomo-jaka”. Ale w razie braku takowej może być ukryta opcja: rosyjska, żydowska, cygańska (tak, tak), czeska a nawet szwedzka czy słowacka (dygresja: tam skąd pochodzę Pani Uczycielka – przysłana na tzw. nakaz pracy gdzieś z głebokiego stepu rosyjskiego czyli z Mazowsza (szyderstwo zamierzone) oprowadzając po pewnym zamku i muzeum opowiadała o „brutalnych nacjonalistach słowackich, którzy wynaradawiali naszych w XIX w.). Torchę tak jak w Miłości z Koenigshutte. Podkładanie kalek narracyjnych z postękującej martyrologii z Kongresówki (szyderstwo zamierzone) to jedyna wizja tożsamości, którą są w stanie „oni” świadomie sformułować. Zawsze ktoś czai się w mroku a nasi bohaterowie odpór dają. To nic, że wychodzi absurd totalny, że Bareja się w grobie ze śmiechu przewraca ale „nasza sprawa zawsze słuszna i cierpiąca. Otoż nie można włazić w taką narrację – ona jest dla nich wygodna bo każdego ustawiają sobie jako cel do kopniaka. Co w praktyce oznacza, iż warunkiem minimum w dyskursie o Sląsku jest zawsze na dzień dobry składanie hołdów wieloletnim cierpieniom żołnierza-tułacza pod Moskwą i San Domingo (szyderstwo zamierzone) wobec tego Sląsk do nas zawsze należał, a potem możemy pogadać o ewentualnym samorządzie. Uważam, że nie można się dać wpuszczać w ten wygodny tabloidowy tembr dyskusji. Trzeba jasno powiedzieć: od wojny mija 70 lat i te gadki „dziadka kombatanta” to już mało aktualne, a poza tym to legitymowanie „prawa zdobywcy” – do tego zdobywcy bolszewickiego, z którym i polskość podobno ma na pienku. Po drugie mit heroicznej postawy w czasie wojny możn wsadzić między bajki (bo teraz dopiero wykopują trupy nie tylko z Jedwabnego) a rozumowanie, że „Szewczyk Dratewka w nagrodę za ciepienie Śląsk dostał” raczej nie do przyjęcia. Straszenie Niemcami jest nie do zaakceptowania na dokłdnie tej samej zasadzie, że nie do przyjęcia są antypolskie strony w Holandii czy palenie polskich flag na marszach Oranżystów w Irlandii Pn. – jak Polacy żądają szacunku niech okażą go pierwsi – i rzekome cierpienia powstańców styczniowych żadnych braków w tej materii ani niczego nie tlumaczą (szyderstwo zamierzone). Niemcy są dziś najważniejszym sojusznikiem politycznym i wojskowym, głownym partnerem gospodarczym, a w dziejach Śląska odegrali określoną rolę więć nacjonalistyczne odjazdy w stylu wicewojewody w muzeum są po prostu nie do przyjęcia – tym bardziej, że nie jest on wybieralnym urzędnikiem tylko mianowańcem warszawskim – więc warszawskie poglądy reprezentuje. Nie można się godzić na to by każdy dyskurs rozpoczynał się od potwierdzania słuszności warszawskich obsesji i od potwierdzania ich „moralnej przewagi” i „moralnego prawa” bo 70 lat temu dali sobie „przez nieudolność portki przetrzepać”. Od wojny minęło 70 lat, a stosunki z Niemcami to nie 1000 – letnie zmagania plus Czterej Pancerni. Godząc się się na taki dyskurs w warunkach „szantażu emocjonalno-martyrologicznego” zawsze będzie to oznaczało, iż na koniec gdy dyskusja pobiegnie w niepożądanym dla warszawskiej władzy kierunku znów będą „wiadome siły rewanżystów”….

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s