Archiwa tagu: Miłość w Koenigshutte

Dr Okrzesik z ratunkiem dla idei Podbeskidzia


Dziś przedstawiam kolejny wpis, który poruszy „kwestię podbeskidzką”. Właściwie będzie krytyką wywiadu z dr. Januszem Okrzesikiem. Tekst pojawił się na bielskich stronach Gazety Wyborczej i jest echem po fali oburzenia miejscowej elity zdegustowanej spektaklem „Miłość w Koenigshutte”. Już sam tytuł „Nie dajmy się zapędzić RAŚ na górnośląskie podwórko” zapowiada konfrontacyjny ton rozmowy, za którą kryje fundamentalistyczna ideologia Podbeskidzia. Spróbujmy krok po kroku zdekonstruować pojawiające się eksplicytne i implicytne manipulacje i przekłamania.

Dr Okrzesik zaczyna asekurancko. Twierdzi, że spektakl może oceniać wyłącznie z pozycji widza, nie krytyka.

Uważam, że bohaterowie tego spektaklu w większości są jak wycięci z plakatu, że chwilami zamiast sztuki mamy do czynienia na scenie z recytacją, z akademią ku czci Śląska. I to mocno upolitycznioną.

Na czym owa mocno „upolityczniona akademia” miała polegać, już się nie dowiemy. Nawet jeśli autor tych słów, nie jest krytykiem powinien podać cytaty lub sensownie uzasadnić swoją tezę. Wydaje mi się, że jedynym powodem, dla którego owa sztuka –zdaniem dr. Okrzesika– ma charakter agitacyjny, jest to, że w ogóle podejmuje temat Śląska. I to w Teatrze Polskim w Bielsku-Białym, polskim mieście, które ze Śląskiem nie ma nic wspólnego. O czym wie każdy podbeskidziański przedszkolak.

Dr Okrzesik całkiem słusznie zauważa, że „Róża” Smarzowskiego opowiada o analogicznym do Tragedii Górnośląskiej wydarzeniu związanym z represjami wobec ludności rodzimej Ziem Zachodnich. Jednak w kontekście poruszenia jakie wywołała „Miłość w Koenigshutte” naiwnie pyta, dlaczego ów film nie wywołał żadnego oddźwięku na Mazurach. Odpowiedź jest banalnie prosta. Mazurów już nie ma. Dlatego nie ma nikogo, kto byłby żywo zainteresowany debatą nad rozliczeniem przeszłości. Niestety w przypadku Mazurów komunistyczna polityka czystek etnicznych okazała bardziej skuteczniejsza. Ci w przeciwieństwie do Ślązaków nie byli fachowcami, których wysiedlenie miałoby katastrofalne skutki dla Rzeczpospolitej pojałtańskiej. Dzięki temu 1,5 milionowa rzesza autochtonów mogła pozostać na Górnym Śląsku. Stłamszona za PRL ma jeszcze wystarczająco dużo wigoru, by w wolnej Polsce upominać się o swoje prawa i bez obaw opowiadać o swojej historii.

Wątek o upolitycznieniu spektaklu kończy się zakwalifikowaniem Villquista do grona artystów Ruchu Autonomii Śląska. Chciałbym poznać tę tajemną, bo znaną chyba tylko dr. Okrzesikowi, listę „rasiowych” twórców. Domniemywam, że mogą się na niej znaleźć wszyscy twórcy, którzy w ogóle podejmują temat Śląska.

Kolejnej insynuacji dr Okrzesik dopuścił się, sugerując przywiązanie Ruchu Autonomii Śląska do idei ślązakowskich. Miał on pewnie na myśli śląskich separatystów, którzy postulowali w I poł. XX wieku utworzenie Wolnego Państwa Górnośląskiego. Tym sposobem argumentacja stosowana przez polskich nacjonalistów spod szyldu „Uważam Rze” znalazła swoje miejsce na łamach Gazety Wyborczej. Oczywiście wygodniej jest straszyć śląskim regionalizmem, niż uczciwie przyznać, że Ruch Autonomii Śląska nawiązuje do pięknej tradycji II RP, która niezawisłą decyzją przyznała Województwu Śląskiemu prawa samorządne, czyli autonomię. W ramach tejże zresztą funkcjonowało miasto Bielsko.

Po przyklejeniu RAŚ separatystycznej łatki dr Okrzesik zabiera się za różnice pomiędzy tożsamością podbeskidziańską a górnośląską.

Bielsko-Biała i okolice to mieszanka różnych kultur i tradycji, a nie tożsamość górnośląska. […] Śląsk Cieszyński, Galicja, góralszczyzna, chasydzi z Białej, austriaccy Niemcy – to wszystko się tutaj przenikało i to wszystko jest nadal jakoś obecne. Ale tradycji pruskiego Śląska tu nie uświadczysz.

Choć autor cytatu nie sprecyzował, co uważa za tożsamość górnośląską, stosując prostą retorykę, sugeruje czytelnikom, że jest ona zaprzeczeniem wielokulturowości. Trafia oczywiście w pudło, bowiem to właśnie Górny Śląsk -i w jego granicach Śląsk Cieszyński- jest produktem wielowiekowego przenikania kultur. Z kolei incydentalna (bo funkcjonująca od 1975 r., czyli od powstania województwa bielskiego) koncepcja Podbeskidzia w teorii stanowi wyłącznie prostą sumę funkcjonujących na tym terytorium tożsamości. Sumę, która prawdopodobnie nigdy nie przełoży się na jakąś wspólną wartość . Za tą ideą stoją bowiem li tylko marzenia lokalnej elity o regionalnej potędze Bielska-Białej. Jak pokazują ostatnie wydarzenia, polityka programowej antykatowickości przerodziła się w szowinistyczne, antyśląskie, niczym nie związane z wielokulturowością, hasła i gesty.

Wywiad kończy się zarzutem urzeczywistnienia przez RAŚ w 2020 r. autonomii na bazie kryterium etnicznego. Jest to oczywiście wierutna bzdura i intencjonalne kłamstwo. Doktor nauk politycznych doskonale zdaje sobie sprawę na czym polega współczesne rozumienie tego pojęcia. Jednak owładnięty nienawiścią wobec górnośląskiego regionalizmu woli przemilczeć fakt, że o autonomię t e r y t o r i a l n ą RAŚ-owi chodzi, o realną samorządność i realne pieniądze, pozostające w regionie i subregionach.

Jak się więc okazuje wywiad z dr. Januszem Okrzesikiem stanowi mieszankę uszczypliwości, przekłamań i jawnych manipulacji. W mojej ocenie miał wyłącznie rozładować swoisty dysonans, jakiego doznała część elit Bielska i Białej w obliczu ujawnienia ksenofobicznego charakteru idei Podbeskidzia.

Gdzie leży Podbeskidzie? Wykorzystana mapa pochodzi z portalu Słoneczne Beskidy. Polecam!

Reklamy