Archiwa tagu: przemoc symboliczna

Nie śpiewajmy do pisowskiej melodii


Nie, nie wybieram się na demonstrację przeciwko zmianie nazwy placu Szewczyka na Kaczyńskich. Nie wskórają nic bowiem histeryczne krzyki zgonionych przez Platformę Obywatelską ludzi. Bo denominacja centralnego placu Katowic to polityczny majstersztyk. Jego ostatnim aktem są właśnie uliczne protesty. Krzyczeć, tak jak chce PiS, nie zamierzam.

W istocie plac Kaczyńskich to tylko jeden z przykładów polskiej przemocy symbolicznej, z którą w śląskiej przestrzeni musimy się mierzyć od dziesięcioleci. Była para prezydencka dołączyła do innych polskich bohaterów, którzy ze Śląskiem nie mając nic wspólnego, są na naszej ziemi honorowani nazwami ulic, placów, mostów, alei, osiedli, skwerów czy zaułków. Decyzja podjęta i wrzaski nie pomogą.

Oczywiście każdy może protestować. Nim wyciągnie się jednak sztandary,  trzeba sobie uzmysłowić, że właśnie o to chodzi pisowskim fundamentalistom. Chcą ludzi wrzeszczących w obronie Szewczyka, onrowca, antyseminty, żołnierza Wehrmachtu i komunisty. Rządowe media szybko skręcą materiał i podpiszą paskiem „Dzieci komunistów, wnuki zbrodniarzy przeciwko śp. Kaczyńskim”. Widać, jak na dłoni, że lokalna Platforma nie uczy się na błędach swoich kolegów z centrali i działa według scenariusza nakreślonego przez PiS.

Jest jeszcze jeden aspekt całej „afery”. Kilka dni temu Gazeta Wyborcza dokonała obrzydliwej manipulacji. Bezczelnie zasugerowała, że Ruch Autonomii Śląska chodzi na pasku PiS. Redaktor Jedlecki napisał, że RAŚ został pomocnikiem PiS w usunięciu Jerzego Ziętka, bo zaproponował nową nazwę dla katowickiego ronda. Katowicki radny z ramienia Ruchu Autonomii Śląska, Marek Nowara, widząc zamierzony lub niezamierzony brak zainteresowania prezydenta Krupy sprawą, wystosował do włodarza stolicy województwa interpelację. Zaproponował ruch wyprzedzający, by wojewoda nie zdążył „zdekomunizować” nazwy ronda Ziętka. Przedstawił inną – współzałożyciela miasta, Richarda Holtze. Ostatecznie wojewoda nazwy katowickiego ronda nie zmienił, a redaktor Jedlecki stał się właśnie pisowskim pełnomocnikiem, odciągając uwagę opinii publicznej od istoty rzeczy.

Co jest istotą rzeczy w konflikcie o nazwy ulic? Że nie jest on kolejną odsłoną Po-Pisowskiej naparzanki, a ma głębszy wymiar. Zmiany nazw ulic, podobnie jak stawiane pomniki, to jedne z głównych instrumentów przemocy symbolicznej polskiej większości. Z tą formą przymusu mamy do czynienia na Śląsku od dziesięcioleci. Silniejsza, polska większość narzucała i narzuca swoich patronów, którzy z zasady nie mogą być związani z naszym regionem. Doprowadzono do sytuacji, że im szersza ulica, tym mniejsze prawdopodobieństwo, że ma śląskiego patrona. Oczywiście są wyjątki, ale tylko potwierdzają regułę. Co gorsza, często sami Ślązacy o skolonizowanej mentalności stosowanie nazwy toponimicznej traktują za nieporozumienie.

Bliskie mi w tym kontekście jest wyważone stanowisko Ruchu Autonomii Śląska „Śląscy patroni dla śląskich ulic” (http://autonomia.pl/2017/12/13/slascy-patroni-dla-slaskich-ulic/). Czytamy w nim, że wobec braku dalszych możliwości powstrzymywania narzucanych przez władze centralne zmian, samorządy powinny zaproponować patronów związanych z historią i tradycją górnośląskich miejscowości. To najlepsza reakcja na nacjonalistyczne wzmożenie.

A temat placu Kaczyńskich trzeba przemilczeć, bo tego właśnie nie chcą pisowscy fundamentaliści. W odpowiednim czasie przywrócić nazwę Szewczyka lub zmienić patrona.

Reklamy